poniedziałek, 22 lutego 2016

Rozdział IV

Obudziłam się bardzo wcześnie.  Dopiero świtało jednak ja nie chciałam spędzić z Jace'm. Przez chwilę patrzyłam na jego spokojną , ciepłą twarz.  Szybko jednak się opamiętałam.  Wstałam cicho z łóżka i poszłam do łazienki.  Wzięłam krótki prysznic. Ubrałam się w niebieską bluzkę z czarnymi paskami i ciemne rurki. Włożyłam również jedyny łańcuszek który miałam po biologicznej rodzinie. Był lekki , złoty . Miał zawieszkę w kształcie skrzydła. Otwierał się,  a w środku był wygrawerowany napis : "ora pro nobis" .
- Módl się za nami. - powiedziałam szeptem wychylając głowę za okno i wznosząc ku niebu. Zawsze byłam osobą bardzo wierzącą.  Często rozmawiałam z Bogiem o moich problemach,  czułam jakby naprawdę mnie wysłuchał.
- Błagam,  pomóż mi znaleźć rozwiązanie tej okropnej sprawy. Ocalić moją mamę. - zamknęłam mocno powieki i uśmiechnęłam się.
Uczesałam szybko włosy w długiego warkocza. Wyszłam po cichu z pokoju i skierowałam się po schodach w dół.  Usłyszałam śmiech dochodzący z kuchni.  Zobaczyłam Izzy i Alec'a.  Siedzieli razem przy stole,  jedząc kanapki.  Weszłam z wzrokiem utkwionym w podłodze.
- Hej. - uśmiechnęła się ciepło.
- Cześć. - podeszłam do nich nieśmiało. Izzy popatrzyła na mni.
- Jesteś głodna ? - podała mi talerz z dwiema kanapkami.
- I to bardzo. .. - na te słowa rodzeństwo zaczęło się śmiać.  Najwyraźniej zrobiłam jakąś dziwną minę.
- Widać. - odparł Alec opierając łzy.  Wzruszyłam ramionami i zaczęłam jeść.
- A tak w ogóle , ile czasu leżałam?  - spytałam przełykając kęs.
- Cztery dni.  Myśleliśmy, że już umrzesz we śnie . - odpowiedział Alec z zamyśloną miną.
- Dziękuję za wiarę we mnie. - mówiąc to udawałam naburmuszoną . Zdradził mnie jednak lekki uśmiech.
- Wiesz coś o świecie cieni , naszym świecie? - Izzy zmieniła temat.
- Nie.  Oprócz tego , że są demony.
- To będziemy opowiadać .- Alec zatarł ręce i uśmiechnął się w naprawdę straszny sposób.
- Nie rób tak. Przeszły mnie ciarki.
- Muszę cie wprowadzić w odpowiedni nastrój.  - obruszył się chłopak.  Jego siostra szturchnęła go w żebra .
- No więc.  My jesteśmy potomkami anioła Razjela,  stworzonymi z jego krwi.  Mamy za zadanie chronić ludzi przed demonami.  Żyją również czarownicy,  skrzaty czyli faerie , wampiry,  wilkołaki i inne paskudztwa z którymi mamy przymierze.
- A zombie ? - spytałam zagubiona .
- Gdzie indziej,  nie zjadają mózgów. ..
- Jak właściwie z nimi walczycie ?
- Mamy specjalną broń zrobioną z tego samego tworzywa co niebo.
- Aha...- musiałam przetrawić wszystkie dane. Drzwi do kuchni się otworzyły i zobaczyłam w nich Jace'a.  Stał zaspany o jeszcze w piżamie. Spuściłam mimowolnie głowę.  Nie chciałam na niego patrzeć.
- Widział ktoś Clary? - zapytał zziejany.  Izzy podniosła mój podbródek także widziałam chłopaka pod kątem prostym.
- Znalazłeś zgubę . Przyszła na śniadanie. - powiedziała przytulając mnie do siebie.
- Mogłaś mnie obudzić .- nadal patrzył mi w oczy . Z całej swojej siły wymusiłam żeby się nie zaczerwienić.  Posłałam mu wrogie spojrzenie na ci on odpowiedział tym samym.
- Nie jestem twoją niewolnicą,  mogę wychodzić bez twojej wiedzy.  - powiedziałam oschle. Podszedł do mnie i szepnął mi do ucha.
- Może moją nie, ale swojego serca tak . -  na moją twarz wstąpił rumieniec . Jednak kiedy zobaczyłam jego triumfalny uśmiech od razu mi przeszło. Usiadł koło Alec'a i zaczął jeść kanapki. Nie patrzyłam na niego przez cały czas.  Jednak czułam jego wzrok na sobie.
- Ci zamierzacie ze mną zrobić?
- Skoro nas widzisz musisz mieć w sobie krew naszych przodków albo podziemnych. - odpowiedział Jace spojrzałam na niego wrogo .
- Nie pytałam ciebie. - Alec z Iz prawie padli ze śmiechu. Za to Jace patrzył na mnie zdumiony.
- Co ci się stało?
- Spotkałam ciebie. .. Takie nieszczęście powinno zapewnić mi resztę życia w szczęściu. - powiedziałam zamyślona.
- Cóż, mogłem w tym czasie spotkać się z kilkoma kobietami ... - przewróciłam oczami.
- I tak każda jest dla ciebie tylko zabawką.  - oparłam głowę na dłoniach.  Chłopak popatrzył na mnie zirytowany.
- Nie jestem ślepa. A poza tym Izzy mi powiedziała . -  mrugłam do brunetki a ona pokiwała głową.


sobota, 20 lutego 2016

Rozdział III

Obudziłam się nie mogąc przypomnieć sobie co się stało.  Otworzyłam powolnie oczy. Leżałam w ogromnym łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu.  Był to dość duży pokochał w kremowym kolorze ścian i jasnej drewnianej podłodze . Prze łóżku stał stolik nocny . Po przeciwnej stronie stała komoda z wyrzeźbionymi uchwytami w kształcie róż.  Zauważyłam tez szafę,  duży zegar, biurko i fotel znajdujący po drugiej stronie łóżka. W jego wnętrzu widziałam ciemny kształt. Wstałam i podeszłam do postaci. Jace . Spał  z głową położoną na oparciu.  Jego twarz była łagodna i beztroska.
- Jace? - spytałam cicho aby go nie obudzić szokiem. Mruknął coś pod nosem .
- Jace. Będzie ci wygodniej w łóżku. - powiedziałam z troską . Szturchnęłam go leciutko. Leciutko się poruszył,  jednak nadal spał.  Pomyślałam przez chwile i zawitał mi pewien pomysł.
- Jace w twojej łazience są  dziewczyny w bikini. - powiedziałam głośniej,  nagle otworzył oczy i popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Clary? - zapytał jeszcze zaspanym głosem.
- Witam . - powiedziałam sarkastycznie.
- Obudziłaś się.  To dobrze a teraz daj mi spać. - Potrząsłam nim lekko.
- Połóż się chociaż do łóżka. - powiedziałam mu do ucha.
- A ty ?- zapytał ożywiony
- Ja też,  no chodź . - pociągnęłam go w stronę łoża.  Położyłam się po lewej stronie , leżałam do niego plecami . Tak samo on do mnie.
- Co się stało z twoim domem ? - zabolało mnie serce jednak trzymałam się dzielnie.
- Mama , a właściwie przybrana mama zadzwoniła do mnie dzisiaj mówiąc żebym pod żadnym pozorem nie wracała do domu bo nie jestem bezpieczna . Miałam kogoś znaleźć , ukryć się .  Od razu pobiegłam tam . Zobaczyłam jak dom płonie. - jedna łza wymknęła mi się z pod powieki . Obróciłam się do niego .
 - Znaj... - on też się odwrócił , tak że teraz  dzielił nas tylko milimetr . Obojgu nam rozszerzyły się oczy. Czułam jego oddech słodki i  ciepły na skórze.  Moje serce zaczęło walić w piersi.  Przewrócił się tak ,że znowu leżałam przy jego plecach.  Spojrzałam na jego piękny kark i pukiel jasnych włosów okalajacy o niego . Z jakiegoś powodu chciałam go dotknąć,  ale musiałam zachować zdrowy rozsądek.
- Dobranoc Jace. - powiedziałam szeptem.
- Miłych snów.  - odpowiedział ochrypłym głosem.  Po chwili jego oddech się wyrównał i zasnął . Przysunęłam się bliżej niego . Leciutko przytuliłam się do jego pleców,  a on przesunął się do mnie i otoczył silnymi ramionami.  Zarumieniłam się lekko i wtuliłam mocniej .
- Amy ... - szepnął mi do ucha.  Od razu cała magia tego co czułam wyparowała.  Lekko zaczęłam się odsuwać aż wyrwałam się z jego ramion. Przytuliłam do siebie kołdrę,  zacisłam zęby na wargach i lekko zaczęłam płakać.  Pomylił mnie z jakąś dziewczyną,  jedyną w której się zakochał.  Ale byłam głupia,  znam go dopiero jeden dzień pewnie dlatego,  że był ciężki wydawało mi się że coś do nie g o czuje.  Zamknęłam oczy myśląc o mamie.



Rozdział II

Wbiegłam do szkoły tak szybko jak tylko mogłam i  skierowałam się do sali. Na szczęście był jakiś problem , który ocalił mnie od katastrofy. Usiadłam obok moich przyjaciół.
- Co robiłaś tak długo? - zapytała szeptem Dot.
- Zaspałam,  a potem wpadłam na jakiegoś kolesia .- powiedziałam z wrogością.
- Coś ci zrobił? - zachichotała na widok mojego wyrazu twarzy
-Po prostu arogancki typ. -
Po dwóch godzinach byliśmy na mieście.  Szliśmy do Java Jones,  ale zadzwoniła do mnie mama. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo ?
- Kochanie,  nie zbliżaj się do domu,  jesteś w niebezpieczeństwie. Musisz się ukryć, znajdź Magnusa. Magnusa Bane'a. Pamiętaj kocham Cię. - usłyszałam jakiś okropny dźwięk.
- Mamo!Mamo co  się dzieje ?! - krzyknęłam do słuchawki,  jednak się rozłączyła.  Nie Po słuchałam jej i od razu popędziłam w stronę domu. Zatrzymał mnie jednak  tłum ludzi,  uniemożliwiając dojście.  Po dziesięciu minutach staną w tłoku zdołałam się wydostać.  Od celu dzieliła mnie tylko jedna przecznica.  Znieruchomiałam cały budynek stał w ogniu...Patrzyłam na płomienie zjadające mój dom, wspomnienia,  całe życie. Nie wiedziałam czy mama była w środku gdy się to stało .Opadłam na kolana, po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Gdy usłyszałam straż pożarną , po zbierałam się i zaczęłam biec.  Nie wiedziałam dokąd zmierzam.  Nie miałam na nic siły. Przebiegałam właśnie obok zaułku w wyskoczył  stamtąd mężczyzna.  Był brudny , wysoki a przede wszystkim silny. Po patrzył na mnie z przeraźliwym uśmiechem.
- Kogo my tu mamy. .. - powiedział dotykając  mojego policzka. Nie miałam siły się wyrwać. Stałam i patrzyłam się w ziemię podczas gdy moje łzy leciały nieustająco.
- Zostaw mnie . - odparłam cicho. Pokręcił głową.
- Taki łup za rzadko się trafia. - chwycił mnie za rękaw i pociągnął do ściany.  Chwycił mnie w tali i zaczął wąchać moje włosy. Było mi obojętne co się ze mną stanie.  Moja mama , kochana mamusia zmarła przez jakiegoś psychopata.  Zamknęłam oczy szykując się na najgorsze,  jednak nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ciało leżące na ziemi.  To był ten mężczyzna.  Spojrzałam w górę.  Przy jego zwłokach stały trzy postacie.  Każda ubrana na czarno.
- Zabiliście go a teraz chcecie mnie ? - zapytałam podnosząc wzrok na jednego z nich.
- Ona nas widzi. - powiedział znajomy mi zdziwiony głos.
- Nie jestem ślepa. - odpowiedziałam
- Co z nią zrobimy ? - zapytał kobiecy głos
- Możemy wziąść ja do Instytutu. - zaproponował ktoś.
- Nigdzie z wami nie pójdę. - powiedziałam i wybiegłam na ulicę.
Niestety jeden z nich pobiegł za mną. Chwycił mnie delikatnie ,lecz stanowczo. Mimowolnie spojrzałam na niego. To był ten sam chłopak, który potrącił mnie na ulicy. Patrzył mi prosto w oczy.
- Nie masz dokąd pójść. - stwierdził,  a przed moimi oczami zobaczyłam zgliszcza pozostałe z mojego domu.
- Skąd wiesz? - zapytałam
- Zobaczyłem jak demony krążą wokół ciebie,  dlatego zacząłem cie śledzić. - wzruszył ramionami. - Okazało się, że jesteś bardzo ciekawą osobą.
- Demony?
- Mhm, to takie stworzenia mające krew z piekła. Więc nie wiesz o świecie cieni.... - zadumy się na chwilę.
- Nie masz dokąd pójść. Na dodatek polują na ciebie demony. Raczej zwykłą śmiertelniczką to nie jesteś. Chodź. - powiedział szybko i pociągnął mnie za rękaw.
- Gdzie mnie ciągniesz?
- Skoro nie chcesz iść do Instytutu to pójdziemy do mojego mieszkania. - odparł
Byłam już wykończona , nie miałam na nic siły a zwłaszcza żeby się mu opierać.  Podążałam za nim jednak po kilkunastu minutach moje nogi zaczęły robić się miękkie. Chwyciłam chłopaka za rękę zatrzymując go.
-Co jest ?
- Ja już nie mogę ... wytrzymać .- odpowiedziałam cicho z braku sił , odsłonił moja koszulkę i zobaczył róż szampana kawałek skóry przy sercu . Po patrzył na mnie ze złością,  gniewem i troską.
- Nie mogłaś powiedzieć wcześniej? Teraz nie masz wyboru i musisz iść do Instytutu.
- Nie dam rady. - chwycił mnie pod udami i podniósł do góry.
- Złap się mojego karku. - skinęłam głową i lekko przejechałam palcami po jego karku. Poczułam jak jego mięśnie się napięły. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w bicie jego serca . Biło tak szybko jak moje. Oddech miał jednak spokojny.  Wtuliłam się w niego mocno i zasnęłam.

piątek, 19 lutego 2016

Rozdział I

29.05.1997
Powoli rozsunęłam ciężkie powieki. Zobaczyłam niebo nad swoją głową.  Było przepiękne , różne chmury lewitowały po nim. Wstałam i rozejrzałam się do okoła. Wokół rosło mnóstwo drzew,   a z oddali słychać było szum wody. Byłam w parku. Otrzymałam swoją malutką sukienkę w kolorze róż. Nie mogłam zrozumieć gdzie jestem, a przede wszystkim dlaczego. Usłyszałam kroki , chciałam się schować. Nogi jednak odmówiły mi posłuszeństwa. Zza drzew wyłoniła się smukła kobieca sylwetka. Zauważyła mnie, po czym podeszła bliżej.
- Cześć, coś się stało malutka? - zapytała z czułością. Pokiwałam głową.
- Nie wiem gdzie jestem. - odpowiedziałam cicho na co ona mnie przytuliła.
- Jak się nazywasz? Gdzie są twoi rodzice?
Opowiedziała jej o wszystkim. Kobieta wzięła mnie do siebie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnęła się i pocałował mnie w czoło. - Teraz będę twoją mamą.
W urzędzie nadała mi imię Clarissa,  przyjęłam jej nazwisko. Pokochałam jak prawdziwą matkę choć jej nie znałam. Była wspaniała,  zawsze wiedziała o moich potrzebach.  Interesowała się mną,  nie pozostawiała samej sobie.

10 lat później.
- Clary! - krzyknęła mama - Kochanie wstawaj , spóźnisz się na zakończenie roku.
Przewróciłam się na bok potakując .Nagle otworzyłam oczy i zrozumiałam co powiedziała mama.Wyskoczyłam z łóżka i poszłam pod prysznic.  Szybko ubrałam białą koszulę z krótkim rękawem i zaczęłam szukać spodni. Nigdzie ich nie było.  Zbiegłam na dół i przeszukałam wszystkie zakamarki.
- Mamo,  widziałaś moje spodnie? - zapytałam z nadzieją.
-  Mhm. Są właśnie w kompieli. - uśmiechnęła się chytrze i wskazała palcem na miejsce gdzie są moje spodnie.  Obróciłam wolno głowę , byłam pewna ,że zaraz padnę trupem .
-Jak mogłaś je wyprać.  - powiedziałam przerażona- Specjalnie to zrobiłaś. ..
- Och kochanie,  została ci jeszcze druga opcja.
- Błagam , nie chce iść do szkoły w spódnicy,  ja nie pasuje do tego! - powiedziałam z mina smutnego psa.
- Pójdziesz. - powiedziała krótko
 Weszłam szybko na górę i włożyłam rajtuzy i lekką czarną  spódnicę przed kolano spływającą po moim ciele.  Uczesałam włosy lecz zostawiłam je rozpuszczone. Spojrzałam w lustro.  Rude włosy do pasa,  mleczna cera,  piegi , zielone oczy , ciemne rzęsy . Brak tego co chłopakom podoba się najbardziej. A przede wszystkim okropny wzrost. .. 164.
Usłyszałam dzwon z pobliskiej katedry co oznaczało. ..
- Jestem spóźniona!
 Wybiegłam szybko na ulicę,  właśnie miałam skręcić w lewo, jednak uderzyłam o coś. Siła zderzenia odepchnęła mnie przez co wylądowałam na chodniku.
- Uważaj jak chodzisz. - powiedziałam z wrogością , podniosłam głowę i zobaczyłam chłopaka.  Miał jasne złote włosy , tak samo jak oczy.  Był wysoki, a także szczupły,  z pod jego lekkiej prześwitującej koszulki było widać zarysy umięśnionego brzucha. Spojrzał na mnie bez wyrazu.
-To ty wpadasz na ludzi. - odpowiedział ponuro chłopak.
-I może mam cię z tego powodu przepraszać? - zapytałam udając troskliwą. Odpowiedział dziwnym uśmiechem.
- Nie .Wystarczy, że pociągniesz tą spódnice,  no chyba że chcesz aby ktoś ci coś zrobił. - popatrzyłam się na swoje nogi, wstałam szybko rumieniąc się mocno.