Obudziłam się bardzo wcześnie. Dopiero świtało jednak ja nie chciałam spędzić z Jace'm. Przez chwilę patrzyłam na jego spokojną , ciepłą twarz. Szybko jednak się opamiętałam. Wstałam cicho z łóżka i poszłam do łazienki. Wzięłam krótki prysznic. Ubrałam się w niebieską bluzkę z czarnymi paskami i ciemne rurki. Włożyłam również jedyny łańcuszek który miałam po biologicznej rodzinie. Był lekki , złoty . Miał zawieszkę w kształcie skrzydła. Otwierał się, a w środku był wygrawerowany napis : "ora pro nobis" .
- Módl się za nami. - powiedziałam szeptem wychylając głowę za okno i wznosząc ku niebu. Zawsze byłam osobą bardzo wierzącą. Często rozmawiałam z Bogiem o moich problemach, czułam jakby naprawdę mnie wysłuchał.
- Błagam, pomóż mi znaleźć rozwiązanie tej okropnej sprawy. Ocalić moją mamę. - zamknęłam mocno powieki i uśmiechnęłam się.
Uczesałam szybko włosy w długiego warkocza. Wyszłam po cichu z pokoju i skierowałam się po schodach w dół. Usłyszałam śmiech dochodzący z kuchni. Zobaczyłam Izzy i Alec'a. Siedzieli razem przy stole, jedząc kanapki. Weszłam z wzrokiem utkwionym w podłodze.
- Hej. - uśmiechnęła się ciepło.
- Cześć. - podeszłam do nich nieśmiało. Izzy popatrzyła na mni.
- Jesteś głodna ? - podała mi talerz z dwiema kanapkami.
- I to bardzo. .. - na te słowa rodzeństwo zaczęło się śmiać. Najwyraźniej zrobiłam jakąś dziwną minę.
- Widać. - odparł Alec opierając łzy. Wzruszyłam ramionami i zaczęłam jeść.
- A tak w ogóle , ile czasu leżałam? - spytałam przełykając kęs.
- Cztery dni. Myśleliśmy, że już umrzesz we śnie . - odpowiedział Alec z zamyśloną miną.
- Dziękuję za wiarę we mnie. - mówiąc to udawałam naburmuszoną . Zdradził mnie jednak lekki uśmiech.
- Wiesz coś o świecie cieni , naszym świecie? - Izzy zmieniła temat.
- Nie. Oprócz tego , że są demony.
- To będziemy opowiadać .- Alec zatarł ręce i uśmiechnął się w naprawdę straszny sposób.
- Nie rób tak. Przeszły mnie ciarki.
- Muszę cie wprowadzić w odpowiedni nastrój. - obruszył się chłopak. Jego siostra szturchnęła go w żebra .
- No więc. My jesteśmy potomkami anioła Razjela, stworzonymi z jego krwi. Mamy za zadanie chronić ludzi przed demonami. Żyją również czarownicy, skrzaty czyli faerie , wampiry, wilkołaki i inne paskudztwa z którymi mamy przymierze.
- A zombie ? - spytałam zagubiona .
- Gdzie indziej, nie zjadają mózgów. ..
- Jak właściwie z nimi walczycie ?
- Mamy specjalną broń zrobioną z tego samego tworzywa co niebo.
- Aha...- musiałam przetrawić wszystkie dane. Drzwi do kuchni się otworzyły i zobaczyłam w nich Jace'a. Stał zaspany o jeszcze w piżamie. Spuściłam mimowolnie głowę. Nie chciałam na niego patrzeć.
- Widział ktoś Clary? - zapytał zziejany. Izzy podniosła mój podbródek także widziałam chłopaka pod kątem prostym.
- Znalazłeś zgubę . Przyszła na śniadanie. - powiedziała przytulając mnie do siebie.
- Mogłaś mnie obudzić .- nadal patrzył mi w oczy . Z całej swojej siły wymusiłam żeby się nie zaczerwienić. Posłałam mu wrogie spojrzenie na ci on odpowiedział tym samym.
- Nie jestem twoją niewolnicą, mogę wychodzić bez twojej wiedzy. - powiedziałam oschle. Podszedł do mnie i szepnął mi do ucha.
- Może moją nie, ale swojego serca tak . - na moją twarz wstąpił rumieniec . Jednak kiedy zobaczyłam jego triumfalny uśmiech od razu mi przeszło. Usiadł koło Alec'a i zaczął jeść kanapki. Nie patrzyłam na niego przez cały czas. Jednak czułam jego wzrok na sobie.
- Ci zamierzacie ze mną zrobić?
- Skoro nas widzisz musisz mieć w sobie krew naszych przodków albo podziemnych. - odpowiedział Jace spojrzałam na niego wrogo .
- Nie pytałam ciebie. - Alec z Iz prawie padli ze śmiechu. Za to Jace patrzył na mnie zdumiony.
- Co ci się stało?
- Spotkałam ciebie. .. Takie nieszczęście powinno zapewnić mi resztę życia w szczęściu. - powiedziałam zamyślona.
- Cóż, mogłem w tym czasie spotkać się z kilkoma kobietami ... - przewróciłam oczami.
- I tak każda jest dla ciebie tylko zabawką. - oparłam głowę na dłoniach. Chłopak popatrzył na mnie zirytowany.
- Nie jestem ślepa. A poza tym Izzy mi powiedziała . - mrugłam do brunetki a ona pokiwała głową.
Dary anioła - Wszystko inaczej
poniedziałek, 22 lutego 2016
sobota, 20 lutego 2016
Rozdział III
Obudziłam się nie mogąc przypomnieć sobie co się stało. Otworzyłam powolnie oczy. Leżałam w ogromnym łóżku. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Był to dość duży pokochał w kremowym kolorze ścian i jasnej drewnianej podłodze . Prze łóżku stał stolik nocny . Po przeciwnej stronie stała komoda z wyrzeźbionymi uchwytami w kształcie róż. Zauważyłam tez szafę, duży zegar, biurko i fotel znajdujący po drugiej stronie łóżka. W jego wnętrzu widziałam ciemny kształt. Wstałam i podeszłam do postaci. Jace . Spał z głową położoną na oparciu. Jego twarz była łagodna i beztroska.
- Jace? - spytałam cicho aby go nie obudzić szokiem. Mruknął coś pod nosem .
- Jace. Będzie ci wygodniej w łóżku. - powiedziałam z troską . Szturchnęłam go leciutko. Leciutko się poruszył, jednak nadal spał. Pomyślałam przez chwile i zawitał mi pewien pomysł.
- Jace w twojej łazience są dziewczyny w bikini. - powiedziałam głośniej, nagle otworzył oczy i popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Clary? - zapytał jeszcze zaspanym głosem.
- Witam . - powiedziałam sarkastycznie.
- Obudziłaś się. To dobrze a teraz daj mi spać. - Potrząsłam nim lekko.
- Połóż się chociaż do łóżka. - powiedziałam mu do ucha.
- A ty ?- zapytał ożywiony
- Ja też, no chodź . - pociągnęłam go w stronę łoża. Położyłam się po lewej stronie , leżałam do niego plecami . Tak samo on do mnie.
- Co się stało z twoim domem ? - zabolało mnie serce jednak trzymałam się dzielnie.
- Mama , a właściwie przybrana mama zadzwoniła do mnie dzisiaj mówiąc żebym pod żadnym pozorem nie wracała do domu bo nie jestem bezpieczna . Miałam kogoś znaleźć , ukryć się . Od razu pobiegłam tam . Zobaczyłam jak dom płonie. - jedna łza wymknęła mi się z pod powieki . Obróciłam się do niego .
- Znaj... - on też się odwrócił , tak że teraz dzielił nas tylko milimetr . Obojgu nam rozszerzyły się oczy. Czułam jego oddech słodki i ciepły na skórze. Moje serce zaczęło walić w piersi. Przewrócił się tak ,że znowu leżałam przy jego plecach. Spojrzałam na jego piękny kark i pukiel jasnych włosów okalajacy o niego . Z jakiegoś powodu chciałam go dotknąć, ale musiałam zachować zdrowy rozsądek.
- Dobranoc Jace. - powiedziałam szeptem.
- Miłych snów. - odpowiedział ochrypłym głosem. Po chwili jego oddech się wyrównał i zasnął . Przysunęłam się bliżej niego . Leciutko przytuliłam się do jego pleców, a on przesunął się do mnie i otoczył silnymi ramionami. Zarumieniłam się lekko i wtuliłam mocniej .
- Amy ... - szepnął mi do ucha. Od razu cała magia tego co czułam wyparowała. Lekko zaczęłam się odsuwać aż wyrwałam się z jego ramion. Przytuliłam do siebie kołdrę, zacisłam zęby na wargach i lekko zaczęłam płakać. Pomylił mnie z jakąś dziewczyną, jedyną w której się zakochał. Ale byłam głupia, znam go dopiero jeden dzień pewnie dlatego, że był ciężki wydawało mi się że coś do nie g o czuje. Zamknęłam oczy myśląc o mamie.
- Jace? - spytałam cicho aby go nie obudzić szokiem. Mruknął coś pod nosem .
- Jace. Będzie ci wygodniej w łóżku. - powiedziałam z troską . Szturchnęłam go leciutko. Leciutko się poruszył, jednak nadal spał. Pomyślałam przez chwile i zawitał mi pewien pomysł.
- Jace w twojej łazience są dziewczyny w bikini. - powiedziałam głośniej, nagle otworzył oczy i popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Clary? - zapytał jeszcze zaspanym głosem.
- Witam . - powiedziałam sarkastycznie.
- Obudziłaś się. To dobrze a teraz daj mi spać. - Potrząsłam nim lekko.
- Połóż się chociaż do łóżka. - powiedziałam mu do ucha.
- A ty ?- zapytał ożywiony
- Ja też, no chodź . - pociągnęłam go w stronę łoża. Położyłam się po lewej stronie , leżałam do niego plecami . Tak samo on do mnie.
- Co się stało z twoim domem ? - zabolało mnie serce jednak trzymałam się dzielnie.
- Mama , a właściwie przybrana mama zadzwoniła do mnie dzisiaj mówiąc żebym pod żadnym pozorem nie wracała do domu bo nie jestem bezpieczna . Miałam kogoś znaleźć , ukryć się . Od razu pobiegłam tam . Zobaczyłam jak dom płonie. - jedna łza wymknęła mi się z pod powieki . Obróciłam się do niego .
- Znaj... - on też się odwrócił , tak że teraz dzielił nas tylko milimetr . Obojgu nam rozszerzyły się oczy. Czułam jego oddech słodki i ciepły na skórze. Moje serce zaczęło walić w piersi. Przewrócił się tak ,że znowu leżałam przy jego plecach. Spojrzałam na jego piękny kark i pukiel jasnych włosów okalajacy o niego . Z jakiegoś powodu chciałam go dotknąć, ale musiałam zachować zdrowy rozsądek.
- Dobranoc Jace. - powiedziałam szeptem.
- Miłych snów. - odpowiedział ochrypłym głosem. Po chwili jego oddech się wyrównał i zasnął . Przysunęłam się bliżej niego . Leciutko przytuliłam się do jego pleców, a on przesunął się do mnie i otoczył silnymi ramionami. Zarumieniłam się lekko i wtuliłam mocniej .
- Amy ... - szepnął mi do ucha. Od razu cała magia tego co czułam wyparowała. Lekko zaczęłam się odsuwać aż wyrwałam się z jego ramion. Przytuliłam do siebie kołdrę, zacisłam zęby na wargach i lekko zaczęłam płakać. Pomylił mnie z jakąś dziewczyną, jedyną w której się zakochał. Ale byłam głupia, znam go dopiero jeden dzień pewnie dlatego, że był ciężki wydawało mi się że coś do nie g o czuje. Zamknęłam oczy myśląc o mamie.
Rozdział II
Wbiegłam do szkoły tak szybko jak tylko mogłam i skierowałam się do sali. Na szczęście był jakiś problem , który ocalił mnie od katastrofy. Usiadłam obok moich przyjaciół.
- Co robiłaś tak długo? - zapytała szeptem Dot.
- Zaspałam, a potem wpadłam na jakiegoś kolesia .- powiedziałam z wrogością.
- Coś ci zrobił? - zachichotała na widok mojego wyrazu twarzy
-Po prostu arogancki typ. -
Po dwóch godzinach byliśmy na mieście. Szliśmy do Java Jones, ale zadzwoniła do mnie mama. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo ?
- Kochanie, nie zbliżaj się do domu, jesteś w niebezpieczeństwie. Musisz się ukryć, znajdź Magnusa. Magnusa Bane'a. Pamiętaj kocham Cię. - usłyszałam jakiś okropny dźwięk.
- Mamo!Mamo co się dzieje ?! - krzyknęłam do słuchawki, jednak się rozłączyła. Nie Po słuchałam jej i od razu popędziłam w stronę domu. Zatrzymał mnie jednak tłum ludzi, uniemożliwiając dojście. Po dziesięciu minutach staną w tłoku zdołałam się wydostać. Od celu dzieliła mnie tylko jedna przecznica. Znieruchomiałam cały budynek stał w ogniu...Patrzyłam na płomienie zjadające mój dom, wspomnienia, całe życie. Nie wiedziałam czy mama była w środku gdy się to stało .Opadłam na kolana, po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Gdy usłyszałam straż pożarną , po zbierałam się i zaczęłam biec. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Nie miałam na nic siły. Przebiegałam właśnie obok zaułku w wyskoczył stamtąd mężczyzna. Był brudny , wysoki a przede wszystkim silny. Po patrzył na mnie z przeraźliwym uśmiechem.
- Kogo my tu mamy. .. - powiedział dotykając mojego policzka. Nie miałam siły się wyrwać. Stałam i patrzyłam się w ziemię podczas gdy moje łzy leciały nieustająco.
- Zostaw mnie . - odparłam cicho. Pokręcił głową.
- Taki łup za rzadko się trafia. - chwycił mnie za rękaw i pociągnął do ściany. Chwycił mnie w tali i zaczął wąchać moje włosy. Było mi obojętne co się ze mną stanie. Moja mama , kochana mamusia zmarła przez jakiegoś psychopata. Zamknęłam oczy szykując się na najgorsze, jednak nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ciało leżące na ziemi. To był ten mężczyzna. Spojrzałam w górę. Przy jego zwłokach stały trzy postacie. Każda ubrana na czarno.
- Zabiliście go a teraz chcecie mnie ? - zapytałam podnosząc wzrok na jednego z nich.
- Ona nas widzi. - powiedział znajomy mi zdziwiony głos.
- Nie jestem ślepa. - odpowiedziałam
- Co z nią zrobimy ? - zapytał kobiecy głos
- Możemy wziąść ja do Instytutu. - zaproponował ktoś.
- Nigdzie z wami nie pójdę. - powiedziałam i wybiegłam na ulicę.
Niestety jeden z nich pobiegł za mną. Chwycił mnie delikatnie ,lecz stanowczo. Mimowolnie spojrzałam na niego. To był ten sam chłopak, który potrącił mnie na ulicy. Patrzył mi prosto w oczy.
- Nie masz dokąd pójść. - stwierdził, a przed moimi oczami zobaczyłam zgliszcza pozostałe z mojego domu.
- Skąd wiesz? - zapytałam
- Zobaczyłem jak demony krążą wokół ciebie, dlatego zacząłem cie śledzić. - wzruszył ramionami. - Okazało się, że jesteś bardzo ciekawą osobą.
- Demony?
- Mhm, to takie stworzenia mające krew z piekła. Więc nie wiesz o świecie cieni.... - zadumy się na chwilę.
- Nie masz dokąd pójść. Na dodatek polują na ciebie demony. Raczej zwykłą śmiertelniczką to nie jesteś. Chodź. - powiedział szybko i pociągnął mnie za rękaw.
- Gdzie mnie ciągniesz?
- Skoro nie chcesz iść do Instytutu to pójdziemy do mojego mieszkania. - odparł
Byłam już wykończona , nie miałam na nic siły a zwłaszcza żeby się mu opierać. Podążałam za nim jednak po kilkunastu minutach moje nogi zaczęły robić się miękkie. Chwyciłam chłopaka za rękę zatrzymując go.
-Co jest ?
- Ja już nie mogę ... wytrzymać .- odpowiedziałam cicho z braku sił , odsłonił moja koszulkę i zobaczył róż szampana kawałek skóry przy sercu . Po patrzył na mnie ze złością, gniewem i troską.
- Nie mogłaś powiedzieć wcześniej? Teraz nie masz wyboru i musisz iść do Instytutu.
- Nie dam rady. - chwycił mnie pod udami i podniósł do góry.
- Złap się mojego karku. - skinęłam głową i lekko przejechałam palcami po jego karku. Poczułam jak jego mięśnie się napięły. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w bicie jego serca . Biło tak szybko jak moje. Oddech miał jednak spokojny. Wtuliłam się w niego mocno i zasnęłam.
- Co robiłaś tak długo? - zapytała szeptem Dot.
- Zaspałam, a potem wpadłam na jakiegoś kolesia .- powiedziałam z wrogością.
- Coś ci zrobił? - zachichotała na widok mojego wyrazu twarzy
-Po prostu arogancki typ. -
Po dwóch godzinach byliśmy na mieście. Szliśmy do Java Jones, ale zadzwoniła do mnie mama. Odebrałam bez zastanowienia.
- Halo ?
- Kochanie, nie zbliżaj się do domu, jesteś w niebezpieczeństwie. Musisz się ukryć, znajdź Magnusa. Magnusa Bane'a. Pamiętaj kocham Cię. - usłyszałam jakiś okropny dźwięk.
- Mamo!Mamo co się dzieje ?! - krzyknęłam do słuchawki, jednak się rozłączyła. Nie Po słuchałam jej i od razu popędziłam w stronę domu. Zatrzymał mnie jednak tłum ludzi, uniemożliwiając dojście. Po dziesięciu minutach staną w tłoku zdołałam się wydostać. Od celu dzieliła mnie tylko jedna przecznica. Znieruchomiałam cały budynek stał w ogniu...Patrzyłam na płomienie zjadające mój dom, wspomnienia, całe życie. Nie wiedziałam czy mama była w środku gdy się to stało .Opadłam na kolana, po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Gdy usłyszałam straż pożarną , po zbierałam się i zaczęłam biec. Nie wiedziałam dokąd zmierzam. Nie miałam na nic siły. Przebiegałam właśnie obok zaułku w wyskoczył stamtąd mężczyzna. Był brudny , wysoki a przede wszystkim silny. Po patrzył na mnie z przeraźliwym uśmiechem.
- Kogo my tu mamy. .. - powiedział dotykając mojego policzka. Nie miałam siły się wyrwać. Stałam i patrzyłam się w ziemię podczas gdy moje łzy leciały nieustająco.
- Zostaw mnie . - odparłam cicho. Pokręcił głową.
- Taki łup za rzadko się trafia. - chwycił mnie za rękaw i pociągnął do ściany. Chwycił mnie w tali i zaczął wąchać moje włosy. Było mi obojętne co się ze mną stanie. Moja mama , kochana mamusia zmarła przez jakiegoś psychopata. Zamknęłam oczy szykując się na najgorsze, jednak nic się nie wydarzyło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ciało leżące na ziemi. To był ten mężczyzna. Spojrzałam w górę. Przy jego zwłokach stały trzy postacie. Każda ubrana na czarno.
- Zabiliście go a teraz chcecie mnie ? - zapytałam podnosząc wzrok na jednego z nich.
- Ona nas widzi. - powiedział znajomy mi zdziwiony głos.
- Nie jestem ślepa. - odpowiedziałam
- Co z nią zrobimy ? - zapytał kobiecy głos
- Możemy wziąść ja do Instytutu. - zaproponował ktoś.
- Nigdzie z wami nie pójdę. - powiedziałam i wybiegłam na ulicę.
Niestety jeden z nich pobiegł za mną. Chwycił mnie delikatnie ,lecz stanowczo. Mimowolnie spojrzałam na niego. To był ten sam chłopak, który potrącił mnie na ulicy. Patrzył mi prosto w oczy.
- Nie masz dokąd pójść. - stwierdził, a przed moimi oczami zobaczyłam zgliszcza pozostałe z mojego domu.
- Skąd wiesz? - zapytałam
- Zobaczyłem jak demony krążą wokół ciebie, dlatego zacząłem cie śledzić. - wzruszył ramionami. - Okazało się, że jesteś bardzo ciekawą osobą.
- Demony?
- Mhm, to takie stworzenia mające krew z piekła. Więc nie wiesz o świecie cieni.... - zadumy się na chwilę.
- Nie masz dokąd pójść. Na dodatek polują na ciebie demony. Raczej zwykłą śmiertelniczką to nie jesteś. Chodź. - powiedział szybko i pociągnął mnie za rękaw.
- Gdzie mnie ciągniesz?
- Skoro nie chcesz iść do Instytutu to pójdziemy do mojego mieszkania. - odparł
Byłam już wykończona , nie miałam na nic siły a zwłaszcza żeby się mu opierać. Podążałam za nim jednak po kilkunastu minutach moje nogi zaczęły robić się miękkie. Chwyciłam chłopaka za rękę zatrzymując go.
-Co jest ?
- Ja już nie mogę ... wytrzymać .- odpowiedziałam cicho z braku sił , odsłonił moja koszulkę i zobaczył róż szampana kawałek skóry przy sercu . Po patrzył na mnie ze złością, gniewem i troską.
- Nie mogłaś powiedzieć wcześniej? Teraz nie masz wyboru i musisz iść do Instytutu.
- Nie dam rady. - chwycił mnie pod udami i podniósł do góry.
- Złap się mojego karku. - skinęłam głową i lekko przejechałam palcami po jego karku. Poczułam jak jego mięśnie się napięły. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w bicie jego serca . Biło tak szybko jak moje. Oddech miał jednak spokojny. Wtuliłam się w niego mocno i zasnęłam.
piątek, 19 lutego 2016
Rozdział I
29.05.1997
Powoli rozsunęłam ciężkie powieki. Zobaczyłam niebo nad swoją głową. Było przepiękne , różne chmury lewitowały po nim. Wstałam i rozejrzałam się do okoła. Wokół rosło mnóstwo drzew, a z oddali słychać było szum wody. Byłam w parku. Otrzymałam swoją malutką sukienkę w kolorze róż. Nie mogłam zrozumieć gdzie jestem, a przede wszystkim dlaczego. Usłyszałam kroki , chciałam się schować. Nogi jednak odmówiły mi posłuszeństwa. Zza drzew wyłoniła się smukła kobieca sylwetka. Zauważyła mnie, po czym podeszła bliżej.
- Cześć, coś się stało malutka? - zapytała z czułością. Pokiwałam głową.
- Nie wiem gdzie jestem. - odpowiedziałam cicho na co ona mnie przytuliła.
- Jak się nazywasz? Gdzie są twoi rodzice?
Opowiedziała jej o wszystkim. Kobieta wzięła mnie do siebie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnęła się i pocałował mnie w czoło. - Teraz będę twoją mamą.
W urzędzie nadała mi imię Clarissa, przyjęłam jej nazwisko. Pokochałam jak prawdziwą matkę choć jej nie znałam. Była wspaniała, zawsze wiedziała o moich potrzebach. Interesowała się mną, nie pozostawiała samej sobie.
10 lat później.
- Clary! - krzyknęła mama - Kochanie wstawaj , spóźnisz się na zakończenie roku.
Przewróciłam się na bok potakując .Nagle otworzyłam oczy i zrozumiałam co powiedziała mama.Wyskoczyłam z łóżka i poszłam pod prysznic. Szybko ubrałam białą koszulę z krótkim rękawem i zaczęłam szukać spodni. Nigdzie ich nie było. Zbiegłam na dół i przeszukałam wszystkie zakamarki.
- Mamo, widziałaś moje spodnie? - zapytałam z nadzieją.
- Mhm. Są właśnie w kompieli. - uśmiechnęła się chytrze i wskazała palcem na miejsce gdzie są moje spodnie. Obróciłam wolno głowę , byłam pewna ,że zaraz padnę trupem .
-Jak mogłaś je wyprać. - powiedziałam przerażona- Specjalnie to zrobiłaś. ..
- Och kochanie, została ci jeszcze druga opcja.
- Błagam , nie chce iść do szkoły w spódnicy, ja nie pasuje do tego! - powiedziałam z mina smutnego psa.
- Pójdziesz. - powiedziała krótko
Weszłam szybko na górę i włożyłam rajtuzy i lekką czarną spódnicę przed kolano spływającą po moim ciele. Uczesałam włosy lecz zostawiłam je rozpuszczone. Spojrzałam w lustro. Rude włosy do pasa, mleczna cera, piegi , zielone oczy , ciemne rzęsy . Brak tego co chłopakom podoba się najbardziej. A przede wszystkim okropny wzrost. .. 164.
Usłyszałam dzwon z pobliskiej katedry co oznaczało. ..
- Jestem spóźniona!
Wybiegłam szybko na ulicę, właśnie miałam skręcić w lewo, jednak uderzyłam o coś. Siła zderzenia odepchnęła mnie przez co wylądowałam na chodniku.
- Uważaj jak chodzisz. - powiedziałam z wrogością , podniosłam głowę i zobaczyłam chłopaka. Miał jasne złote włosy , tak samo jak oczy. Był wysoki, a także szczupły, z pod jego lekkiej prześwitującej koszulki było widać zarysy umięśnionego brzucha. Spojrzał na mnie bez wyrazu.
-To ty wpadasz na ludzi. - odpowiedział ponuro chłopak.
-I może mam cię z tego powodu przepraszać? - zapytałam udając troskliwą. Odpowiedział dziwnym uśmiechem.
- Nie .Wystarczy, że pociągniesz tą spódnice, no chyba że chcesz aby ktoś ci coś zrobił. - popatrzyłam się na swoje nogi, wstałam szybko rumieniąc się mocno.
Powoli rozsunęłam ciężkie powieki. Zobaczyłam niebo nad swoją głową. Było przepiękne , różne chmury lewitowały po nim. Wstałam i rozejrzałam się do okoła. Wokół rosło mnóstwo drzew, a z oddali słychać było szum wody. Byłam w parku. Otrzymałam swoją malutką sukienkę w kolorze róż. Nie mogłam zrozumieć gdzie jestem, a przede wszystkim dlaczego. Usłyszałam kroki , chciałam się schować. Nogi jednak odmówiły mi posłuszeństwa. Zza drzew wyłoniła się smukła kobieca sylwetka. Zauważyła mnie, po czym podeszła bliżej.
- Cześć, coś się stało malutka? - zapytała z czułością. Pokiwałam głową.
- Nie wiem gdzie jestem. - odpowiedziałam cicho na co ona mnie przytuliła.
- Jak się nazywasz? Gdzie są twoi rodzice?
Opowiedziała jej o wszystkim. Kobieta wzięła mnie do siebie.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze. - uśmiechnęła się i pocałował mnie w czoło. - Teraz będę twoją mamą.
W urzędzie nadała mi imię Clarissa, przyjęłam jej nazwisko. Pokochałam jak prawdziwą matkę choć jej nie znałam. Była wspaniała, zawsze wiedziała o moich potrzebach. Interesowała się mną, nie pozostawiała samej sobie.
10 lat później.
- Clary! - krzyknęła mama - Kochanie wstawaj , spóźnisz się na zakończenie roku.
Przewróciłam się na bok potakując .Nagle otworzyłam oczy i zrozumiałam co powiedziała mama.Wyskoczyłam z łóżka i poszłam pod prysznic. Szybko ubrałam białą koszulę z krótkim rękawem i zaczęłam szukać spodni. Nigdzie ich nie było. Zbiegłam na dół i przeszukałam wszystkie zakamarki.
- Mamo, widziałaś moje spodnie? - zapytałam z nadzieją.
- Mhm. Są właśnie w kompieli. - uśmiechnęła się chytrze i wskazała palcem na miejsce gdzie są moje spodnie. Obróciłam wolno głowę , byłam pewna ,że zaraz padnę trupem .
-Jak mogłaś je wyprać. - powiedziałam przerażona- Specjalnie to zrobiłaś. ..
- Och kochanie, została ci jeszcze druga opcja.
- Błagam , nie chce iść do szkoły w spódnicy, ja nie pasuje do tego! - powiedziałam z mina smutnego psa.
- Pójdziesz. - powiedziała krótko
Weszłam szybko na górę i włożyłam rajtuzy i lekką czarną spódnicę przed kolano spływającą po moim ciele. Uczesałam włosy lecz zostawiłam je rozpuszczone. Spojrzałam w lustro. Rude włosy do pasa, mleczna cera, piegi , zielone oczy , ciemne rzęsy . Brak tego co chłopakom podoba się najbardziej. A przede wszystkim okropny wzrost. .. 164.
Usłyszałam dzwon z pobliskiej katedry co oznaczało. ..
- Jestem spóźniona!
Wybiegłam szybko na ulicę, właśnie miałam skręcić w lewo, jednak uderzyłam o coś. Siła zderzenia odepchnęła mnie przez co wylądowałam na chodniku.
- Uważaj jak chodzisz. - powiedziałam z wrogością , podniosłam głowę i zobaczyłam chłopaka. Miał jasne złote włosy , tak samo jak oczy. Był wysoki, a także szczupły, z pod jego lekkiej prześwitującej koszulki było widać zarysy umięśnionego brzucha. Spojrzał na mnie bez wyrazu.
-To ty wpadasz na ludzi. - odpowiedział ponuro chłopak.
-I może mam cię z tego powodu przepraszać? - zapytałam udając troskliwą. Odpowiedział dziwnym uśmiechem.
- Nie .Wystarczy, że pociągniesz tą spódnice, no chyba że chcesz aby ktoś ci coś zrobił. - popatrzyłam się na swoje nogi, wstałam szybko rumieniąc się mocno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)